poniedziałek, 13 czerwca 2011

Wylanie Ducha

Obiecany Pocieszycie przyszedł tak jak to zapowiedział Pan. Ale nie przyszedł tylko raz, jest z nami cały czas, ożywia wspólnotę Kościoła - wystarczy go zaprosić (obcy koleś siedzący koło nas na Mszy obdarował mnie większym uśmiechem i życzliwością niż ludzi których spotykam przez cały tydzień...)

Konferencja o.Chwasta - z jednej strony zawód, szczególnie w porównaniu z zeszłoroczną, z drugiej refleksja - za wszelką cenę szukam fajerwerków, nowych doświadczeń religijnych, nowych ciekawych form modlitwy, kazania zapierającego dech w piersiach... A przecież Duch jest taki... jaki On jest wie że jest. A ja jestem grzeszny. Więc zamiast wydziwiać mam 1. uwierzyć (ale nie tak na odwal się) 2 modlić się (i w każdej modlitwie szczerze go zapraszać: potrafię godzinami siedzieć przed kompem ale przez kwadrans w skupieniu przyzywać Ducha już nie... co za żal)

Liturgia jak zwykle na wysokim poziomie, tym razem wyjątkowo pod przewodnictwem kard.Nycza. Chyba oceniłem go zbyt surowo. To w końcu tylko człowiek. Człowiek bardzo potrzebujący modlitwy...

AKATYST. Doświadczenie mistyczne - Duch który przenika czas i przestrzeń, który zna nas lepiej niż my sami (Panie, Ty znasz moje Imię, ukryte jest w Tobie), który był zawsze obecny w historii (w sumie to dziwne uczucie gdy zdamy sobie sprawę że On był gdzieś i wtedy gdy Egipcjanie budowali piramidy a Cyrrus / Aleksander Macedoński podbijali świat...), który jest natchnieniem poetów i pieśniarzy (Kusz, Dzieciątko - macie go naprawdę baaaardzo blisko;) i bez którego nic byśmy, zarówno jako jednostki ale i jako ludzkość, nie zdziałali. Niesamowite. Czytając tekst aż tak bardzo się tego nie czuje. Ale gdy stoisz w grupie ludzi, na odległość czujesz ich wiarę, a ten Duch, o którym śpiewacie, jest między wami, to zupełnie inna para kaloszy :)